- Cześć, nazywam się Mateusz. Jestem studentem i mam problem z Euro. Dokładniej mówiąc mam problem z sesją podczas Euro.
Wielu studentów-kibiców w czerwcu stanie przed nie lada wyzwaniem. W trakcie imprezy swojego życia, jaką z pewnością będzie Euro 2012, będą musieli walczyć z egzaminami, zaliczeniami, całonocnymi czytaniami ksiąg i kserówek. Wielu odetchnęło z ulgą
– ich uczelnie rozplanowały rok akademicki tak, że podczas mistrzostw będą już wolnymi ludźmi. Nie wszystkim się jednak udało…
Tylko Grecja
- W tym okresie czas stawał w miejscu. W szkole już nic się nie działo. Nieważna była dziewczyna. Koleżeńskie spotkania były jedynie platformą do wymiany pierwszych, jakże dziecinnych diagnoz, analiz, sądów. Liczyła się tylko Grecja grająca z Portugalią, a później to, dlaczego na mundial nie jedzie Frankowski – wspomina Mateusz.
Z mistrzostw 98’ pamięta tylko finał. Jako siedmiolatek założył się z pryszczatym licealistą z sąsiedztwa. Nieświadomy sądu jaki wygłosił, pewnie na podstawie zasłyszanej gdzieś opinii, postawił na Brazylię. Karą był kopniak, który dobitnie pokazał, że z piłką nie ma żartów. Euro 2000 to dla niego wyrwane z kontekstu obrazy: Raula pudłującego z jedenastu metrów, Hagi’ego odchodzącego w niesławie, niesamowitych Holendrów (choć Euro nie wygrali, każdy dzieciak na podwórku chciał grać dla Oranje) i złotego francuskiego gola, z naiwnym pytaniem dlaczego nie grają dalej?
- Do koreańskiego mundialu byłem już solidnie przygotowany. Przeczytane od deski do deski stosy BravoSport i ucho przystawione do radia, gdy grali nasi (miałem telewizor, ale to właśnie radio bardziej działało na dziecięcą wyobraźnię), pozwalało mi pretendować do miana klasowego eksperta – mówi. Zanim mundial się rozpoczął, z kolegami rozegraliśmy go na małym boisku pięć razy, wyniki zapisywaliśmy w rozpisce wygrzebanej z chipsów. Za każdym razem wygrywała kadra Engela. Na tych samych, wesołych zazwyczaj twarzach, pojawiały się łzy, gdy Jurek Dudek wyciągał piłki z polskiej siatki. Nawet biwak w Ustce nas nie cieszył – dodaje.
Złapać bakcyla
Mateusz nawet nie wie kiedy zapadł wyrok. Apelacji nie było. Został skazany na piłkę. Przyjął to ze wszystkimi konsekwencjami. Bycie zakręconym piłkarsko ma też bowiem swoje minusy.
- Najbardziej wkurzało mnie stereotypowe postrzeganie. Często lekceważyły mnie osoby, które na co dzień żyły czymś wznioślejszym niż ta „plebejska” piłka.
Euro 2004 było jego pierwszą w pełni świadomą imprezą. Nie było już głupich pytań, koledzy z podwórka już nie nadążali i nie byli partnerami w dyskusji, BravoSport dawno zastąpił Przegląd Sportowy.
- Raz na dwa lata miewałem miesiąc wyjęty z życiorysu. I nie miało to nic wspólnego z wakacjami…W pełni zdyscyplinowany notowałem, analizowałem, badałem. Studio, mecz, studio, mecz, studio i do spania, a z rana…powtórka spotkania. Przed niemieckim mundialem, mój tata, pamiętający domowe wojny o pilota z 2004 roku, kupił drugi telewizor. Wysłużone pudło marki OTAKE, mające skłonności do „śnieżenia”, powędrowało do mojego pokoju – wyimaginowanego studia telewizyjnego, w którym prowadziłem wielogodzinne debaty z facetami w krawatach, od których oddzielał mnie szklany ekran.
Scenariusz powtarzał się co dwa lata. Na „miejscu króla” zasiadała Reprezentacja Polski.
- Moja reprezentacja. Często się zastanawiam, czy Ci faceci grający z orzełkiem na piersi, mają świadomość jak ważną rolę odgrywają w życiu tych pojedynczych, małych ludzi? Nie dla tej masy, co mobilizuje się od święta. Dla tych, którzy są „chorzy na piłkę”. Dla tych, którzy podczas meczu gryzą paznokcie, a po – płaczą w poduszkę.
Dylemat
Dziś Mateusz ma 21 lat i jest studentem. Euro 2012 będzie dla niego imprezą inną, niż te wcześniejsze. Gdzieś pomiędzy meczem z Grecją, a starciem z Rosją będzie uczył się do kolokwiów, egzaminów, pisał prace zaliczeniowe. Zapewne wielu studentów stanie przed tym dylematem. Dać się ponieść, a do sesji wrócić we wrześniu? Czy może przeżywać mistrzostwa na pół gwizdka, byleby w indeksie nie pojawił się kolor czerwony?
- Dziecinnym byłoby oczekiwanie, że nagle wszystko się zatrzyma z powodu EURO. Nie pozamykamy urzędów, szkół, uniwerków tylko dlatego, że 16 drużyn spotkało się, by wyłonić spośród siebie tą najlepszą. To takie pierwsze zderzenie z dorosłym życiem. Ktoś powie, że życia nie znam. Będzie miał rację – nie znam. Słyszę, że za dwa lata też będzie turniej. Będzie, ale nie u nas, nie na wyciągnięcie ręki.



