Poszedł na całość

TRYBUNA. Choć prezes Totalizatora Sportowego Jacek Kalida jest ?na wylocie?, jak każdy wytrawny hazardzista gra ostro i do końca. Na łamach ?TRYBUNY? wielokrotnie pisaliśmy, że jest to biznesmen słynący z ogłaszania ambitnych planów, z których niewiele wynika.

Tak było z mającym kosztować 3,5 mld zł projektem wprowadzenia na polski rynek wideoloterii będących formą ostrego hazardu. Tak też było z projektem nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, nad którym, jeśli wierzyć mediom, czuwała wytrawna ekipa prawników powiązanych z wicepremierem Gosiewskim.

Mimo że jest ?na wylocie?, prezes Kalida zdradził ?Rzeczpospolitej? szczegóły swego nowego ambitnego projektu. Dla nas nic nowego ? opisywaliśmy już te zamierzenia w ?TRYBUNIE?: po pierwsze ? przejęcie kontrolowanej przez PLL LOT i Porty Lotnicze spółki Casinos Poland; po drugie ? otwarcie 1000 punktów z nową grą o nazwie keno. Ocenialiśmy te plany jako ryzykowne, a przede wszystkim kosztowne. Z tego więc powodu kierownictwo Totalizatora Sportowego, które przecież wie, że po 21 października w Polsce coś się stało, powinno wystrzegać się zaciągania w imieniu spółki większych zobowiązań finansowych.

Tymczasem Totalizator lada dzień ogłosi przetarg na dostawę terminali do keno i monitorów LCD, na których będzie można oglądać losowanie owej gry! ?Od strony technologicznej grę będzie obsługiwał GTech, który jest także partnerem TS przy grach liczbowych? ? wyjaśnił prezes Kalida.

I tu dochodzimy do sedna sprawy! Zgodnie bowiem z umową zawartą w 2001 r. przez ówczesny zarząd Totalizatora Sportowego (odbyło się to w atmosferze skandalu, podejrzeń o sprzedajność i gdy AWS była ?na wylocie? ? uw. aut.), każda nowa gra wprowadzana na rynek przez Totka musi być ? pod groźbą kar umownych ? od strony technologicznej obsługiwana przez GTech. Bez przetargu! (…)