Naziemny hazard niemile widziany we Wrocławiu

Patryk W. Młynek

Warszawska firma Club 777 chciała we Wrocławiu otworzyć dwa salony gier. Właściciel firmy zaproponował miastu trzy lokalizacje: przy ulicach Bogusławskiego, Małachowskiego i Obornickiej. Chciał w nich postawić nowoczesne automaty do gier hazardowych – wśród nich takie, które pozwalają wygrać nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Na posiedzeniu wrocławskiej rady miejskiej wnioski Clubu 777 zostały zaopiniowane negatywnie.

  • W sprawach hazardu była jednomyślność ponad podziałami partyjnymi – mówi Tomasz Czajkowski (LiD) z Komisji Inicjatyw Gospodarczych. – Jestem przeciwny, by we Wrocławiu powstawały kolejne salony gier. Jeśli ktoś ma czas na takie rozrywki, to we Wrocławiu i tak może już z nich korzystać.

Zgodnie z ustawą o grach hazardowych na każde 100 tys. mieszkańców miasta może działać jeden salon gier. Teoretycznie Wrocław mógłby mieć dodatkowe dwa domy gry.

  • Radni, wydając negatywną opinię co do lokalizacji moich salonów, zdają się mówić, że ustawa, która obowiązuje w całej Polsce, nie obowiązuje we Wrocławiu – oburza się Jacek Gasik, dyrektor generalny Clubu 777. – Moim zdaniem ich decyzja ogranicza wolność gospodarczą i jest zupełnie niemerytoryczna. Radni nie zastanawiali się nad konkretnymi lokalizacjami salonów, tylko grzmieli o moralności.

Gasik – który ani we Wrocławiu, ani w żadnym innym mieście w Polsce nie ma na razie ani jednego salonu – zapowiada, że zaproponuje kolejne miejsca, w których mogłyby powstać salony gier.

Obecnie we Wrocławiu można grać na kilkudziesięciu automatach. Znajdują się one m.in. w pubach i w salonach na Dworcu Głównym. Są też w dużych kasynach.

Witold Płóciniczak, dyrektor filii Casinos Poland we Wrocławiu: – W Polsce wyjątkowo trudno jest prowadzić tego typu biznes. A płacimy przecież ogromne podatki. Od każdej wygranej państwo inkasuje 45 proc. Do tego płacimy normalne podatki.