Jak to się robi w Bytowie?

O Drutex-Bytovii Bytów od czasu do czasu bywa w mediach głośno. Właściciel za dobrą postawę na boisku potrafi zafundować piłkarzom przejażdżkę autokarem FC Barcelony, a na mecz Pucharu Polski z Wisłą Kraków w tydzień rozbudować malutki stadion tak, żeby zmieściło się na nim 5 tysięcy kibiców.

Prowincjonalny Bytów powoli puka do bram dużej piłki. I nie jest to szept zakompleksionego kuzyna ze wsi z prośbą o przyjecie do elity, tylko wyraźny krzyk „Mamy pieniądze i nie zawahamy się ich użyć”.

Sponsorem drużyny jest firma Drutex- jeden z największych producentów okien PVC w Europie. Właściciel przedsiębiorstwa Leszek Gierszewski prócz tego, że nie żałuje grosza dla piłkarzy, potrafi objąć mecenat nad twórczością Michała Szpaka. Swego czasu mówiło się nawet o tym, że może przejąć Lechię Gdańsk.

Na co dzień piłkarze z Bytowa występują w II Lidze Zachodniej. Startując z pozycji beniaminka, po rundzie jesiennej zajmują piąte miejsce. Niezmiennie, od czasów gry w „okręgówce” zespół prowadzi Waldemar Walkusz. Swego czasu był uczestnikiem osobliwego procesu. Otóż podczas jednego z meczów Walkusz wykrzyczał w kierunku swojego piłkarza „Józek, kurwa, co ty robisz?”. Wydarzenie zarejestrowały kamery. Konstrukcja stylistyczna tego wyrażenia na tyle nie spodobała się słupskiemu sądowi, że skazał trenera na 300 zł grzywny za używanie wulgaryzmów w miejscu publicznym.

Przez lata polityka klubu opierała się na grze wychowankami i ściąganiu najlepszych zawodników z okolicy. Coś w podobie Podbeskidzia można by powiedzieć. Jednak wraz z awansami polityka się zmieniła. Dziś do Bytowa z każdego zakątka świata przybywają tabuny kopaczy, wyczuwających zapach polskich złotych. Bez wątpienia można powiedzieć, że na Kaszubach przetestowano w tym roku największą ilość zawodników. Od stycznia jest to około 40 grajków, a testy trwają w najlepsze. Wśród kandydatów pojawił się wychowanek Liverpoolu, Bułgar uczący się rzemiosła w Milanie czy zawodnik z MLS. Nawet stary ligowy wyga Marcin Zając szukał w Bytowie zatrudnienia. Jakiś czas temu pojawiła się informacja, że transferami ma zajmować się Marek Citko. Na plotkach się jednak skończyło. Do Bytowa zapukało więc kilka znanych nazwisk, chcących dorobić do emerytury i obcokrajowcy trzeciego sortu. Będą grać kosztem wychowanków. Tak to już w Polsce bywa- zamiast pracy u podstaw z młodzieżą, długofalowego myślenia, chcemy budować tu i teraz. Prócz działania na szkodę piłki w ogóle, nie zaspokajamy w ten sposób potrzeb swoich kibiców, którzy chcą oglądać swoich. Chcą mieć w składzie ludzi, z którymi mogą się utożsamiać.

Przygotowania do sezonu, prócz rekordowej liczby testowanych, charakteryzowały się czymś jeszcze- obozem w Turcji. Tak więc luksusem, na jaki nie stać niektórych klubów z Ekstraklasy, o pierwszej lidze nawet nie wspominając. Wysoki standard, mocni sparingpartnerzy. Bytowianie pokonali m.in. grającą w dość rezerwowym składzie Jagiellonię Białystok. Profesjonalnego poziomu nie udało się niestety utrzymać wszystkim. Trener bramkarzy i jeden z zawodników poszli śladem Michała Żewłakowa i Artura Boruca urządzając sobie party w samolocie. Pierwszym lotem powrócili na ojczyzny łono i już ich w klubie nie ma. Dzięki temu bytowscy bramkarze mogli potrenować pod okiem Maciej Szczęsnego, który przebywał w pobliżu na obozie Korony Kielce.

Dokąd to wszystko zmierza? Prowincja kocha piłkę nożną. Niestety, jak to w życiu bywa, nie jest to miłość odwzajemniona. Prawdziwa piłka jest dla dużych miast, dla tysięcy kibiców. Te słowa potwierdzi Zbigniew Drzymała, który zapragnął swego czasu piłki przez duże „P” w Grodzisku. Miał swoje wielkie mecze z uznanymi rywalami, jak Manchester City. Ba, jego piłkarze potrafili je nawet wygrać. Potwierdzą to we Wronkach i Pniewach. Z czasem piłkarska filantropia się kończy i zostają zgliszcza. Mimo to, tą drogą podążają kolejni, tacy jak w Bytowie. Jeszcze bardziej osobliwie jest w Niecieczy. 700 mieszkańców, boisko w szczerym polu i ksiądz przekładający mszę po to by zdążyć na mecz. Są jednak pieniądze. Te drużyny zapewne przeżyją swoje 5 minut, a potem wrócą na peryferia. W gorszym przypadku po prostu o nich zapomnimy. Warto?